Głos Pacjenta Onkologicznego Nr 2/2018 (30)
12 „Głos Pacjenta Onkologicznego” nr 2, kwiecień 2018 Projekt realizowany ze środków PFRON Tragiczny początek Nasz koszmar zaczął się 6 lat temu. Choć Irka już wcześniej bolały plecy, to nikt nie przypuszczał, że to może być rak. Dopiero gdy pojawił się krwiomocz, leka- rze zdecydowali się wykonać USG. Widok przeraził nawet ich – potworny guz zajął całą nerkę. Pierwszą myślą, jaka przyszła mi wtedy do głowy, była śmierć. Przecież mieliśmy dzieci, dwie dorastające córki. Jak mają wychowywać się bez ojca? Od diagno- zy minęło zaledwie kilka dni, kiedy okazało się, że jestem w ciąży i wkrótce znów zosta- niemy rodzicami. Co wtedy czułam? Chyba tylko strach. Tak bardzo bałam się, że Irko- wi nigdy nie będzie dane zobaczyć swojego kolejnego dziecka. Żmudna walka Guz był tak duży, że trzeba było usunąć całą nerkę. Ale pomimo tego, że pierwsze rokowania były fatalne, wynik leczenia zda- wał się jednak przechylać na stronę Irka. Niestety wkrótce zaczęły pojawiać się przerzuty , zaczęło się od płuc. Po opera- cji tych zmian nasz rytm życia wyznaczały kolejne chemioterapie w tabletkach. No- wotwór nie dawał za wygraną. Przerzutów zaczęło pojawiać się coraz więcej. W pew- nym momencie zrobiło się ich tak dużo, że lekarze przestali je oznaczać w tomografii komputerowej. W końcu się poddali . Po- wiedzieli mężowi, że medycyna wyczerpała już swoje możliwości... Nie chciałam czekać na cud. Irkowi zostałam tylko ja, a mnie został tylko on. Nie mogłam pozwolić, by odszedł. Wiedziałam, że przecież musi ist- nieć jakiś sposób, jakaś metoda, by pomóc mojemu Mężowi. Zaczęliśmy czytać o alternatywnych me- todach leczenia, szukać innych możliwo- ści terapii, również poza Polską. Przez te kilka miesięcy z przerażeniem odkryłam, że świat chorych jest ogromny. Nie ma tu podziału na wiek, płeć czy wyznanie, rak dopada bez względu na przekonania. Jednak tych wszystkich ludzi łączy jedno – chcą żyć i walczą o to wszelkimi sposo- bami. Nie uwierzycie, ale Ci chorzy często mnie pocieszają, zamiast ja ich. To jest piękne. Jednak nie wszystkie historie koń- czą się szczęśliwie, o nie, a każdy taki ko- niec bardzo dużo mnie kosztuje. Dlatego tak ważne jest, aby się nie poddawać, bo dopóki się walczy, dopóty jest nadzieja. Nowa nadzieja Nadzieja znowu rozbłysła, kiedy Irek trafił pod opiekę czeskiego profesora Sta- nisława Czudka, wybitnego specjalisty, znanego w świecie z leczenia nowotworów. To on zaproponował mężowi leczenie im- munoterapią. W Czechach terapia ta jest w pełni refundowana dla wszystkich cho- rych na nowotwory ze wskazaniem do za- stosowania tej metody leczenia, w Polsce tylko dla tych, którzy chorują na czerniaka. Mimo to, nie poddaliśmy się. Postanowili- śmy walczyć o pieniądze. Od lipca ubiegłego roku, dzięki wsparciu ludzi dobrej woli fi- nansujemy leczenie sami. Zbiórkę prowa- dzimy na portalu siepomaga.pl, na koncie Ireneusz Palinker. Wsparcie to pozwala Ir- kowi regularnie, co dwa tygodnie pojawiać się w Beskidzkim Centrum Onkologii po kolejne dawki leku. Terapia okazała się na tyle skuteczna, że po dwóch miesiącach przyjmowania tomograf pokazał wyraźny regres choroby. Dwa największe guzy zma- lały i przestały uciskać tchawicę, a małych ubyło. Mąż może normalne funkcjonowć. Codziennie chodzi do pracy, bawi się z sy- nem, żyje. Irek mówi, że nie ma wielkich marzeń. Chciałby tylko dożyć dnia, kiedy nasz syn będzie dorosły. Chciałby zobaczyć, kogo przyprowadzi do domu. I śmieje się, że chciałby, żeby syn miał taką żonę jak on. Wtedy będzie mógł spokojnie odejść. Na- sza historia jest dowodem na to, że rak nerki, nawet w stopniu tak zaawansowa- nym, nie jest wyrokiem śmierci. Trzeba walczyć, trzeba żyć pomimo raka. Każde- go dnia pod żadnym pozorem nie tracić nadziei. Mąż pani Joanny – Ireneusz Palinker od sześciu lat choruje na raka nerki. Pomimo diagnozy, która spadła jak grom, pan Ireneusz jest aktywny zawodowo. Ktoś postronny, mógłby nawet nie zauważyć, jakie piętno odcisnęła na nim choroba. Ludzie wokół pytają, jak to możliwe? Pani Joanna zwyczajnie odpowiada, że po prostu nie może się poddać, za bardzo kocha męża, żeby tak po prostu odpuścić, że muszą żyć i wychować dzieci pomimo raka, który dotknął ich rodzinę. Siła wsparcia rodziny Moja historia Foto. blog Joanny Palinker
RkJQdWJsaXNoZXIy NDk0NjY=