Głos Pacjenta Onkologicznego Nr 4/2018 (32)

21 „Głos Pacjenta Onkologicznego” nr 4, sierpień 2018 Projekt realizowany ze środków PFRON Rehabilitacja zaopatrywać się w taką protezę, jaka jest im potrzebna? Biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że każda proteza z bie- giem czasu ulega zniszczeniu i trzeba ją wymienić na nową? Dofinansowanie do protez zmieni- ło się na lepsze przez ostatnich kilka lat, ale nadal nie jest to sytuacja, którą można porównywać do możliwości, ja- kie mają pacjenci z Niemiec, Szwecji, Wielkiej Brytanii czy choćby Czech. Są tam odmienne realia opieki zdrowot- nej, od tych w których my żyjemy. W Polsce często polegamy na tym- czasowych programach dofinansowań do protez, które mogą zniknąć tak samo niespodziewanie, jak się pojawi- ły, a środki z NFZ to zdecydowanie za mało, aby zbudować jakąkolwiek sen- sowną protezę. Refundacja w Polsce na dwie pod- stawowe protezy, które się najczęściej wykonuje, czyli przy amputacji poni- żej stawu kolanowego i powyżej sta- wu kolanowego, wynosi odpowiednio 3,5 tys. i 5,5 tys. zł. Co do realnych kosztów protezy, zależy to od konkret- nego pacjenta. W przypadku starszej osoby po amputacji podudzia, której sprawność jest ograniczona, koszt pro- tezy to kilkanaście tys. zł. Natomiast na tym samym poziomie amputacji, oso- ba ekstremalnie aktywna, uprawiająca chociażby rekreacyjnie sport, powinna mieć dwie protezy, gdzie koszt każdej to nawet kilkadziesiąt tys. zł. Prote- za osoby, która wykorzystuje ją bez zbytniego przeciążania komponentów, np. do pracy biurowej także się zużywa. Z refundacji na protezę można skorzy- stać raz na 3 lata, a wykonanie naprawy takiej protezy przedłuża jej okres użyt- kowania, co sprawia, że ludzie wolą doczekać do końca okresu używania niesprawnej w pełni protezy i wykonać nową w ustawowym terminie. Wykonujecie też protezy dla dzieci, które przecież szybko rosną i zmie- niają się ich parametry fizyczne? Można modyfikować te protezy? Protetyk zawsze myśli, dla kogo wy- konuje protezę. Robi sobie furtkę. Jeśli chodzi o dzieci, zawsze robimy protezy w taki sposób, żeby służyła jak najdłu- żej, aby ograniczyć wydatki. W okre- sach, kiedy dziecko dynamicznie rośnie, przygotowujemy ją tak, aby niejako ro- sła wraz z nim. Do pewnego momentu się to udaje, lecz przychodzi czas, kiedy trzeba protezę wymienić. Dzieje się to dużo częściej niż u dorosłych – u dzieci proteza służy nie dłużej niż rok. Jak wygląda Wasza współpraca z lekarzami, ortopedami, rehabili- tantami zajmującymi się pacjentem w okresie leczenia szpitalnego? Generalnie współpraca z kadrą lekar- ską jest jeszcze mocno ograniczona. Niewiele jest ośrodków medycznych, które na etapie przygotowywania pa- cjenta do amputacji lub tuż po niej, kontaktują się z nami, aby się skon- sultować. Ostatnio zdarzył mi się taki kontakt w sprawie pacjentki ze szpitala w Białymstoku co jest wartościowe za- równo dla tej Pani, jak i dla nas. Nie ma tu jednak żadnej reguły, która by dzia- łała. Zespoły interdyscyplinarne, które są standardem, np. w Szwecji, ale nie tylko, to dla nas nadal sfera marzeń. Pana praca wymaga na co dzień du- żego taktu, empatii. Jak sobie radzicie z współpracą z pacjentem, jego czasa- mi trudnymi emocjami? Każdy, kto wykonuje ten zawód, na- biera z czasem pewnej odporności. Wydaje mi się jednak, że dobry pro- tetyk powinien trochę przejmować się swoim pacjentem. Wielokrotny kon- takt, nieodzowny podczas pracy nad protezą, powoduje stworzenie relacji, które mogą pomóc w naszej pracy, w procesie rehabilitacji, dając wrażenie, że razem uczestniczymy w procesie wykonania zaopatrzenia protetyczne- go. Od jakiegoś czasu są dostępne szko- lenia z psychotraumatologii, również dla protetyków. Miałem okazję w nich uczestniczyć i takie szkolenia przyda- ją się w naszej pracy. Idealnie jest, gdy odbywa się ono na początku pracy za- wodowej, pomagając lepiej zrozumieć osoby, z którymi pracujemy. Wykonuje Pan zawód, który można uznać za niszowy. Co spowodowało, że Pan go wybrał? To jest absolutny przypadek. Wycho- wałem się w miejscowości, gdzie był zakład ortopedyczny. Były one na tyle rzadkie w kraju, że ta praca wydawała mi się ciekawa. Dzisiaj, aby pracować w tym zawodzie, najlepiej ukończyć fizjoterapię, a później dokształcić się w technikum ortopedycznym lub bez- pośrednio wmiejscu pracy, uczestnicząc w kursach i szkoleniach organizowa- nych na całym świecie. Pomocne są też studia z zakresu inżynierii biomedycz- nej, biomechaniki, dające dobre podsta- wy do nauki tego zawodu. Natomiast nie ma takiego systemu nauczania w Polsce, który przygotowywałby do zawodu pro- tetyka. Dawniej były 5-letnie technika, które dawały dobrą podstawę do wyko- nywania tego zawodu. Co chciałby Pan przekazać od siebie pacjentom onkologicznym, stojącym przed problemem wyboru protezy? Obecnie eksponowany jest przekaz do pacjentów, że jedynie najbardziej no- woczesne rozwiązania spełnią ich wy- magania. Stąd często chorzy uważają, że jeżeli nie będą mieć protezy opartej na komponentach elektronicznych, nie będą mogli poruszać się. Oczywiście protezy te są niezawodne w kontek- ście bezpieczeństwa. Ale znaczna część osób znakomicie sobie radzi z proteza- mi wykonanymi z komponentów nie opartych na elektronice, które także mogą być bardzo nowoczesnymi kon- strukcjami. Dlatego trzeba się skupić na tym, aby dobrze przygotować się do protezowania, słuchać fizjoterapeuty, protetyka. Warto też nabywać wiedzę na temat dostępnych rozwiązań prote- tycznych, kontaktować się z osobami już stosującymi protezy. Przede wszyst- kim, trzeba włożyć dużo pracy w naukę poruszania się za pomocą protezy. Fi- zjoterapeuta i protetyk to swojego ro- dzaju tandem i ich współpraca z osobą po amputacji, szczególnie jeśli pracują wspólnie, jest nie do przecenienia. Chciałbym, aby pacjenci pamiętali o tym, że to człowiek zarządza kom- ponentami protezy i to od jego umie- jętności zależy bezpieczeństwo i jakość poruszania się. Chciałbym, aby wszyscy pacjenci mieli w swoim zasięgu elektro- niczne protezy i aby był to ich świado- my wybór, ale to nierealne w Polsce, jak i na całym świecie.

RkJQdWJsaXNoZXIy NDk0NjY=